Pomysł startu w International Lanzarote Marathon zrodził się w mojej głowie na dwa miesiące przed planowanym terminem imprezy. Na moją decyzję złożyło się kilka czynników. Jako że jestem stworzeniem ciepłolubnym, wizja spędzenia tygodnia w słońcu była bardzo kusząca. Kolejnym argumentem „za” był sam kierunek podróży – osławione przez znajomych i turystów Wyspy Kanaryjskie wzbudziły po prostu moją ciekawość. Jako, że całkiem sporo podróżuję, a ostatnimi czasy w kręgu moich zainteresowań są wyspy, kierunek wydawał się dość oczywisty. Samo uczestnictwo w biegu było dopełnieniem mojej decyzji. Od września powróciłam do systematycznych treningów i start na Lanzarote potraktowałam jako sprawdzian obecnej dyspozycji.

Cała podróż obejmowała dwa przystanki, a zarazem dwie wyspy: Fuertefentura i Lanzarote. Organizator biegu sprzyjał moim planom, bo dla startujących w imprezie zafundował zniżkę 25%  na połączenia promem z pozostałych wysp (Teneryfa, Gran Canaria, Fuerteventura, La Hierro, El Gomera i La Palma) na Lanzarote (ARMAS –  http://www.navieraarmas.com/en/home ). Wystarczyło uzupełnić formularz  (w języku hiszpańskim), a w mailu zwrotnym otrzymywało się kod uprawniający do odbioru biletów po rabacie w punkcie firmy (na Fuerteventurze biuro w porcie, w mieście Corralejo).  Podróż promem z Fuerteventury na Lanzarote zajmuje ok. 30minut.

International Lanzarote Marathon zaplanowano na 12 grudnia 2015. Jest to jedna z większych imprez biegowych organizowana na Wyspach Kanaryjskich. Warto wspomnieć, że rok temu impreza została odwołana, ze względu na niesprzyjające warunki atmosferyczne. Organizator zaproponował uczestnikom rywalizację na dystansach: maratonu, półmaratonu, 10km oraz 5km. Dzień przed głównymi startami odbywały się biegi dla dzieci. Po trzech dniach spędzonych na Fuertefenturze, 11 grudnia w godzinach popołudniowych zameldowałam się na Lanzarote. Całe miasteczko biegowe i meta zlokalizowane było w kurorcie turystycznym Costa Teguise w okolicach hotelu Sands Beach Resort. Tam też odebrałam swój pakiet startowy na 10km.12494478_10208803888920829_1839308199_o

Czekała mnie bardzo miła niespodzianka – biorąc pod uwagę wysokość opłaty startowej (15 euro) pakiet był naprawdę przyzwoity. Dobra rada dla biegaczek, które w przyszłości zdecydują się wystartować na Lanzarote – rozmiary koszulek są zaniżone, także proponuję decydować się na koszulkę o jeden rozmiar większą – chyba, że posiadacie młodszą siostrę.. Po powrocie do hotelu wybrałam się na lekki rozruch. Wieczór spędziłam na rozmyślaniach o nieuchronnie zbliżającym się starcie. Sama byłam ciekawa swojej dyspozycji, biorąc chociażby pod uwagę dość radykalną zmianę temperatury (w słońcu ponad 30̊ C).  Sen przyszedł dość szybko, a wyrwał mnie z niego dźwięk budzika dokładnie o 7:30. Start na 10km zaplanowany był na 11.:30 i zlokalizowany był w stolicy Lanzarote – Arreciffe. Na miejsce startu biegaczy odwoziły autobusy zlokalizowane niedaleko miasteczka biegowego. Wyjazd punkt 10:00. Trasa autokarów częściowo pokrywała się z trasą wyścigu. Fragment, który obserwowałam przez szybę wywoływał u mnie lekki niepokój . . . na trasie dominowały podbiegi, i to całkiem spore.  Po przyjeździe na miejsce pospacerowałam chwilkę, zlokalizowałam depozyt, który odbierał rzeczy od biegaczy (do godziny 11:00),  po czym zawoził je do miasteczka biegowego. Miejsce startu jak i trasa biegu na 10km pokrywała się z trasą maratonu i półmaratonu, dzięki czemu oczekujący na start biegacze mogli dopingować zawodników walczącym na trasie. Udało mi się nawet wyłapać na trasie maratonu Polaka z orzełkiem na koszulce. POLSKA!!!! Nadszedł czas na rozgrzewkę. Było ciepło, wręcz bardzo ciepło. Truchtałam spokojnie 15 minut. Co chwilę mijałam jakiegoś uśmiechniętego biegacza, który pozdrawiał mnie gestem ręki. Atmosfera była cudowna, entuzjaści biegania w różnym wieku, których łączy ta sama pasja…. Oddałam rzeczy do depozytu, lekki stretching, kilka rytmów i udałam się na start. Muzyka radośnie rozbrzmiewała z głośników. Speaker zaczął prezentować elitę biegu, a wśród nich hiszpańska śmietanka biegowa – Maria Yolanda Gutierez Robles (legitymująca się wynikiem 2:38:18 w maratonie) oraz Tamara Sanfabio Rodriguez (2:36:37). Wśród mężczyzn faworytem był Jaume Leiva Beato z imponującymi rekordami życiowymi (półmaraton 1:03:35, maraton 2:13:41). Czas do startu kurczył się, rozejrzałam się dookoła, odnalazłam kilka skupionych twarzy. Zaczęło się odliczanie ”quatro, tres, dos, uno…” – START!!!! Wyruszyliśmy na trasę. Często ponosi mnie fantazja po starcie, ale tym razem skrupulatnie kontrolowałam tempo. Minęłam pierwszy kilometr, zegarek  wskazał 3:44. Czułam się dobrze, a tempo było dla mnie komfortowe.  Jak się potem okazało pierwszy kilometr był jedynym płaskim odcinkiem podczas
całej 10 kilometrowej trasy. Niedługo potem zaczął się długi podbieg.

12310004_10154344124417004_4069395782349328864_o

Starałam się trzymać mocne tempo, drugi kilometr pokonałam w 3:55.  Między 2, a 3km był  zbieg, który trochę ratował sytuację i dawał wytchnienie po wyczerpujących podbiegach.. Pierwsza część dystansu była raczej mało malownicza i atrakcyjna, biegła przez autostradę i wzdłuż fabrycznej części miasta. Od 4km trasa wiodła wzdłuż wybrzeża. Biegaczom towarzyszył dość silny wiatr, niestety nie wiał w plecy. Sprawy nie ułatwiała też nawierzchnia, asfalt był nieregularny i momentami ciężko było utrzymać rytm biegu. Przy kolejnym podbiegu towarzyszyła mi obsługa techniczna biegu z kamerą (na motorze). Próbowałam robić dobrą minę do złej gry. Kolejne podbiegi dawały mi się we znaki, a kamera tuż obok raczej nie ułatwiała mi zadania . Połowę dystansu pokonałam w 19:38 – pomyślałam, że to rekord świata na tej trasie 😛 Zawodnicy czekający na start 5km radośnie nas dopingowali. To dodało mi energii i pozwoliło trzymać tempo na poziomie 4:00-4:09. Po chwili wbiegliśmy na deptak, a asfalt zmienił się w kostkę brukową. Wiatr niestety nie słabł, jak na złość . . . Jedyną pociechą był piękny widok towarzyszący nam na trasie. Do 8km trzymałam mocne tempo. Liczne wzniesienia, wysoka temperatura i wiatr zaczęły zbierać krwawe żniwo. Zaczęło mnie przysłowiowo „odcinać”. Nogi stały się ciężkie, nawet na zbiegach, nie byłam w stanie znacząco przyspieszyć.  9km pokonałam w 4:29. Zaczęła się walka o przetrwanie. Ostatni kilometr pamiętam jak przez mgłę…. to była walka ze sobą i z potwornym zmęczeniem. Dystans niemiłosiernie się dłużył, a ja marzyłam tylko o tym, żeby to się skończyło. W końcu meta pojawiła się na horyzoncie, a ja ostatkiem sił zebrałam się żeby trochę przyspieszyć. Tak naprawdę nie miałam pojęcia, na której pozycji biegnę, gdyż trasy: maratonu, półmaratonu i 10km pokrywały się. Mijałam ludzi nie mając pojęcia z kim rywalizuję, czy to biegaczka startująca w półmaratonie czy kończąca maraton?? Chociaż wtedy, tak naprawdę nie miało to żadnego znaczenia, byłam tak wyczerpana, że pewnie nie byłabym w stanie zaatakować na ostatnich metrach czy utrzymać pozycję.  Wbiegłam na linię mety, zegarek wskazał czas : 41:48, a GPS 10.20 km.

_1050587
Momentalnie zgięło mnie w pół, szukałam kontaktu z podłożem i marzyłam tylko o tym żeby znaleźć się w pozycji horyzontalnej. Obsługa biegu bardzo szybko zorientowała się, że nie jestem w najlepszej formie i z ich pomocą znalazłam się na wózku, którym zostałam odwieziona do namiotu, gdzie miałam możliwość złapać drugi oddech. Zbadano mi ciśnienie i objęto troskliwą opieką, byłam w dobrych rękach i czułam się bezpieczna. Po około 20 minutach do namiotu weszła kobieta z obsługi pytając jak się czuję, a zarazem przepraszając, że musi przerwać mój wypoczynek. Okazało się, że na metę wbiegłam jako trzecia kobieta i pozostałe zawodniczki czekają na wspólne zdjęcie. Nigdy nie zapomnę tej chwili – nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki całe zmęczenie odeszło w zapomnienie, zerwałam się z leżanki na równe nogi wydając z siebie na przemian okrzyki radości i niedowierzania. Wszyscy żartowali, że w jakiś magiczny sposób energia mi wróciła.

12494582_10208803888720824_1736362420_o

Ostatecznie bieg na dystansie 10km ukończyło 369 zawodników, w klasyfikacji OPEN zajęłam 25 miejsce.
Poniżej przedstawiam czołówkę biegu w klasyfikacji kobiet i mężczyzn:

KOBIETY

1. Maria Yolanda Gutierrez Robles 37:29

2. Tamara Sanfabio Rodriguez 37: 59

3. Joanna Rybacka 41:48

MĘŻCZYŹNI

1. Jaume Leiva Beato 30:51

2. Juan MiguelMoreno Rivert 32:22

3. Antonio Gonzales Garcia 33:35

 

DSC_3584

Lanzarote International Marathon wraz z towarzyszącymi biegami mogę śmiało uznać za imprezę godną polecenia. Pomimo wymagającej trasy, która raczej nie nadaje się na bicie życiówek może ona stać się doskonałym sprawdzianem siły woli i charakteru. Warto zostać na Lanzarote trochę dłużej, żeby skorzystać z licznych atrakcji, które oferuje wyspa – a o tych już niebawem w kolejnym poście.