DSC_3940

Gdybym miała opisać Lanzarote jednym zdaniem to odpowiedziałabym, że jest to wyspa z charakterem … specyficznego krajobrazu nie sposób pomylić  z którąkolwiek z pozostałych wysp archipelagu czy jakimkolwiek innym zakątkiem na świecie. Wyspa mająca zaledwie 60km długości i 20km szerokości słynie z ogromnej ilości wulkanów (jest ich 300), które to są największym skarbem i atrakcją turystyczną. Otoczone płaszczem zastygłej lawy robią wrażenie, jak gdyby dopiero co wybuchły, ponieważ nie zdążyły jeszcze porosnąć roślinnością – ostatni wybuch na Lanzarote miał miejsce w 1824 roku. Niektóre z wulkanów są nadal aktywne, ale pozostają pod stałą kontrolą sejsmologów.

DSC_4025

W zgodzie z naturą.

Będąc na wyspie można odnieść wrażenie, że czas się zatrzymał, a natura sprawuje opiekę nad całą wyspą – władzom wyspy nie zależy na nadmiernej komercji i masowej turystyce, bardziej skłaniają się ku zachowaniu równowagi z naturą.  Lanzarote zawdzięcza swój unikalny charakter wybitnemu artyście, którym był César Manrique. Za swoją życiową misję uczynił niedopuszczenie do zniszczenia tożsamości wyjątkowości wyspy przez masową turystykę. Był on zaciekłym przeciwnikiem budowy wysokich hoteli i ustawiania kolorowych bilboardów. Skłaniał się ku tradycyjnej, niskiej zabudowie oraz promował projekty architektoniczne, które harmonizowały z otoczeniem oraz wykorzystywały lokalne materiały. Jego zasługą są urzekające białe domki z pomalowanymi na zielono (w głębi wyspy) lub błękitno (wybrzeże) drzwiami i okiennicami, poruszane przez wiatr rzeźby, takie cuda architektury jak Mirador del Río i Jameos del Agua. Wszechobecnym elementem są też cebulowate kominy, które idealnie komponują się z szarym tłem, jakie stanowi skamieniała lawa. Wbrew pozorom szarobrunatny krajobraz nie jest nudny- wręcz przeciwnie, ma w sobie coś magicznego. Manrique jest również autorem symbolu całej wyspy – diabła z Timanfaya.

Wyspa królików.

DSC_3352

Sielska atmosfera wyspy sprzyja urlopowemu relaksowi. Mieszkańcy wyglądają na zadowolonych i nikt specjalnie się tu nie spieszy, Wielu miejscowych prowadzi lokalne knajpki, warto zajrzeć do nich i skosztować specjałów jakie oferuje kuchnia wyspy. Do lokalnych specjałów należą papas arrugadas, czyli ziemniaki gotowane w wodzie morskiej, podawane z mojo, tradycyjnym sosem z dodatkiem czosnku i ziół lub papryką. Godne uwagi jest też gofio – kaszka kukurydziana serwowana w różnej postaci, zarówno jako dodatek do zup, jak i smakowity deser. Wielbiciele ryb również będą usatysfakcjonowani (do najpopularniejszych należy pescado a la sal, czyli ryba pieczona w soli), jeśli preferujemy coś bardziej wyszukanego, możemy skusić się na conejo al vinagre, co oznacza królika w sosie z wina, octu i pomidorów. Króliki to przedstawiciele jednego z nielicznych gatunków zwierząt dziko żyjących na wyspie. Lanzarotańczycy uważają je za swoją dumę i często sami tytułują się mianem conejeros, czyli właśnie „króliki”.

DSC_4026

Na Lanzarote koniecznie trzeba:

* Poświęcić kilka godzin na Park Narodowy Timanfaya.  Krajobraz parku można opisywać wieloma słowami : księżycowy, dramatyczny, diabelski, najlepiej zobaczyć to miejsce na własne oczy. Zaskakuje paleta barw – na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszystko jest w jednolitym, czarnym kolorze, jednak po chwili wyłaniają się: brązy, żółcie pomarańcze, intensywne czerwienie, a nawet zieleń.  Piorunujące wrażenie robi wszechobecna cisza – w tym wyjątkowym parku narodowym gdzie główną roślinność stanowią porosty czy suchorośla nie ma praktycznie żadnych zwierząt, nie słychać zupełnie nic. Atrakcją są ciekawe eksperymenty udowadniające, że tuż pod sobą mamy ziejące gorącem, aktywne „piekło” (zaledwie kilka metrów głębiej temperatura przekracza 400°C!). Jeśli zgłodniejemy, w ramach obiadu możemy zafundować sobie stek upieczony na ruszcie rozłożonym ponad szybem kończącym się w czeluściach wulkanu. Park można zwiedzać wyłącznie oficjalnym autobusem pokonującym 14-kilometrową pętlę z kilkoma punktami widokowymi albo na proponowanych przy wjeździe… wielbłądach.

DSC_3989

* Zobaczyć Jameos del Agua, w języku Guanczów (nazwa mieszkańców archipelagu) słowo jameo oznaczało powstałą po zawaleniu się sklepienia powulkanicznej jaskini.  Jameos del Agua zespół połączonych ze sobą jaskiń, które staraniem Manrique zostały zamienione w jedyną w swoim rodzaju salę koncertową i restaurację, choć jest też część zostawiona naturze, z urzekającym kryształową wodą jeziorkiem zamieszkanym przez ślepe kraby albinosy.

DSC_3715

 

 

* Znaleźć trochę czasu na Ogród Botaniczny Jardin de Cactus  w okolicy Guatizy- kolejne dzieło Manrique. Ogród ma formę amfiteatru wypełnionego ponad 10 tys. kaktusów, a góruje nad nim oryginalny wiatrak.

12356690_10203646078871815_5620437279521958930_o

 

* W rejonie La Geria wybrać się do którejś z lokalnych winiarni zwanych po hiszpańsku bodega i spróbować, jak smakują wulkaniczne wina. Już sam sposób uprawy winorośli jest ciekawy – rośnie ona na polach lawy, w otoczonych kamiennymi murkami dołkach (nie tylko zabezpieczają przed wiatrem, lecz także ułatwiają akumulowanie wody pochodzącej z deszczu i rosy).

DSC_4113

* Pojechać na Mirador del Rio, miejsce, z którego kiedyś obserwowano, czy nie zbliżają się piraci. Dziś słynie ono z tarasu usytuowanego nad prawie 450-metrową przepaścią, z widokiem na połyskującą w słońcu cieśninę El Rio i wyspę Graciosa.

12371147_10203646080911866_5721064407681932074_o

 

 

* Zobaczyć Cueva de los Verdes, czyli udostępniony do zwiedzania fragment ok. 50-kilometrowego tunelu, jaki utworzyła zastygła lawa. Nazwa skalnego labiryntu nie wiąże się wcale z kolorem (po hiszpańsku verde to zielony), ale z nazwiskiem pasterzy, do których dawniej należały te tereny.

12377953_10203646080471855_6293065078658027873_o

*Odwiedzić Los Hervideros – Hervidero znaczy po hiszpańsku „miejsce, w którym wrze woda”. Na Lanzarote woda „wrze” na wybrzeżu kilka kilometrów za El Golfo, w miejscu zwanym Los Hervideros. W wietrzny dzień dojeżdżając na miejsce już z daleka można dostrzec wzbijające się ponad powierzchnię ziemi pióropusze wody.

12366131_10203650238975815_1394925199489647840_o (1)

*Salinas de Janubo . Z Los Hervideros droga wiedzie brzegiem morza, by nagle odbić w głąb lądu, omijając zatokę szczelnie wypełnioną białą szachownicą. To warzelnia soli – Salinas de Janubo, gdzie na kwadratowych poletkach odparowuje się morską wodę.

774245_10203650240495853_1227610243106860080_o

 

A co z plażami ?

Południowe wybrzeże Lanzarote zostało zdominowane przez żądnych słońca i plaż turystów. Miejscowości wypoczynkowe na wyspie różnią się od tradycyjnych kurortów tym, że dzięki uporowi Césara Manrique nie ma tam ani jednego wysokiego hotelu. Pod każdym innym względem Puerto del Carmen, Puerto Calero i Playa Blanca to typowe nadmorskie ośrodki.  Zachodnia część Lanzarote jest właściwie pozbawiona plaż, z wyjątkiem 3-kilometrowego odcinka Playa de Famara. Jak przystało na wyspę wulkaniczną, większość plaż wypełnia czarny, żwirowy piasek, nie brakuje też miejsc z kamienistym zejściem do morza, o wysokich klifach nie wspominając. Jeśli jednak upieramy się przy plażach przypominających nasze, nadbałtyckie, czyli z białym, miałkim piaskiem, nie ma problemu, takie też znajdziemy. Głównie na południu wyspy (wśród najpopularniejszych jest Playa de Papagayo), a także w rejonie stołecznego Arrecife (największego miasta wyspy liczącego ok. 60 tys. mieszkańców- Playa del Reducto ). A skąd na Lanzarote wziął się biały piasek? To zależy – zazwyczaj został nawiany z Sahary, a gdzieniegdzie… po prostu przywieziony.

DSC_4123